4. Gdańsk Maraton- czyli dlaczego poniżej oczekiwań? Analiza sytuacji

Jak już wiemy maraton w Gdańsku skończyłem na 26 kilometrze. Dlaczego tak się stało? Jakie widzę przyczyny, nad czym zamierzam pracować w dalszej części sezonu? Co powinienem zrobić inaczej? Co zrobiłem dobrego? Zapraszam do moich subiektywnych odpowiedzi na te pytania.

 

Co zrobiłem dobrze?

Zacznę od dobrych decyzji.

Tutaj zdecydowanie numerem jeden jest zejście z trasy już na 26 kilometrze. Dlaczego? W tym starcie nie zamierzałem tylko ukończyć dla bardzo ładnego medalu powieszonego obok innych w mojej dość już dużej kolekcji. Taką opcję dopuszczam w dwóch przypadkach- pierwszy to taki, że biegnę z Marysią, wtedy czerpię przyjemność z biegu u jej boku i mój wynik nie ma najmniejszego znaczenia; drugi to start drużynowy. Tutaj bieg na czas 10-15 minut poniżej życiówki nie wchodził w grę, bo nie satysfakcjonował mnie ani ze względu na zajęte miejsce, ani przez osiągnięty czas. Cały maraton kosztuje ogrom sił zawsze, kiedy chcemy dać z siebie wszystko, co wiąże się z dość długim okresem regeneracji. Kiedy już wiedziałem, że ten bieg nie będzie udany, trzeba było zrobić z tego dobry trening z jak najkrótszym czasem regeneracji. Dzięki 26 kilometrach w tempie maratońskim dowiedziałem się na czym stoję, wykonałem żwawą jednostkę, a przy okazji 3 dni po starcie byłem w końcu świeży na treningu, naprawdę przyjemnie mi się biegało, czego dawno brakowało.

Drugą dobrą rzeczą, był na pewno odpoczynek w ostatnim tygodniu przed startem, gdyby nie to, zapewne dużo wcześniej odpuściłbym ten bieg, albo nie pojawił się na starcie.


Nastawienie psychiczne- uff, to był mój mocny element i oczywiście nadal jest. Czułem się pewnie cały czas, nie wątpiłem w żadne decyzje z ostatnich dni jak szybki urlop we Włoszech, czy wcześniejszy przyjazd do Gdańska, ani przed podjęciem tych decyzji, ani po realizacji, wierzyłem w sukces do końca, nie przegrałem na starcie i z tego jestem bardzo zadowolony. Odciążyłem się ze stresu, co zaoszczędziło dużo sił.

 

 

Co można było zrobić lepiej?

1. Zregenerować się odpowiednio po Ultra Śledziu. Popełniłem ogromny błąd, zarówno na Śledziu, jak i po nim.
Na Śledziu mało jadłem i piłem, przez co ostanie 10 kilometrów się wyczerpałem okrutnie. Co prawda 2 dni po biegu czułem się już ok, jednak… właśnie dwa dni po biegu miałem zabieg usunięcia dokuczających powoli zębów- ósemek, co przez kolejne 4 dni mnie wykańczało nie mniej niż sam bieg. Bardzo mądrze postąpiłem, prawda? Długo nie mogłem się odbudować po tym skumulowanym zmęczeniu. Właściwie dopiero pisząc ten post czuję się odpowiednio zregenerowany po 25 lutego.

2. Trenować na niższym tętnie, a zamiast tego biegałem na zbyt wysokiej intensywności. Próbowałem się oszukać, że bieganie w tempie 3:40-45 12-14 kilometrowych treningów to biegi w drugim zakresie- nie, tętno było na granicy II/III zakresu- za szybko. To co świetnie mi się sprawdzało w ubiegłym roku, a więc biegi w tempie 3.53-58 takich odcinków, na których czułem się lżej przynosiły mi zdecydowanie więcej korzyści, tętno było niższe i efekty lepsze.

3. Włączyć kilka naprawdę długich biegów w przygotowania. Zabrakło regularnych 25-30 kilometrowych zarówno luźnych jak trochę bardziej wymagających biegów. W marcu i kwietniu 2017 roku te treningi były normą, której się trzymałem niemal co tydzień na zmianę biegając 30 km w tempie 4.10-20 i ok. 5.00. Zabrakło tego, przynajmniej kilkukrotnie.

4. Więcej i dokładniej się rozciągać i rolować. Spięte pośladki to tylko jedne z wielu nierozciągniętych mięśni. Ciągły pośpiech sprawił, że straciłem dokładność. A czy 10 minut poświęcone na rozciąganie po każdym treningu i jedna dłuższa sesja w tygodniu to dużo? Na pewno bym ją wygospodarował, jednak byłem leniwy. Rolowanie? Nawet przed snem kilka minut przyniosłoby ogromną ulgę i korzyści.

5. Jedzenie… lubię dobrze zjeść i nic w tym złego, jednak czy moje oczy widzą umiar? Nie, nigdy nie jem powoli, nigdy (no może z dwa razy w życiu) nie zostawiam czegokolwiek na talerzu poza sztućcami. Waga odbiega od optymalnej, a wystarczy tylko trochę silnej woli… wydaje się proste. Wydaje się.

6. Działać jakościowo a nie ilościowo. Zawsze realizując jeden plan mam w głowie kilka kolejnych. Biorę się za zbyt dużo rzeczy, zarówno prywatnie jak i zawodowo, jakbym przewidywał, że tylko w tym momencie mogę wszystko zrealizować, w efekcie czego nie realizuję większości planów. Pora wziąć się za niedokończone sprawy, zrealizować je i uwolnić się od stresu powodowanego niezakończonymi sprawami. Nawet w sklepie przy kasie czekając na paragon się niecierpliwię i czuję się nieswojo, a przypominając sobie takie sprawy jak niezakończona magisterka, czy nieoddane w terminie raporty w pracy… nie zajmując się tym właściwie się zajmuję kiedy moje myśli podążają w tym kierunku i zajmują moją głowę. Zajmują ją i przez to odciągają od spraw bieżących. Czas na porządki. Mniej, dokładniej, lepiej.

7. Nie mieszać priorytetów. Jeden priorytet jest na właściwym miejscu- moja druga połowa jest zawsze na pierwszym miejscu i jestem spokojny o to, że nie zaniedbam zarówno Marii, jak i naszych relacji, naszych planów. Dalej jednak powstał miszmasz- bieganie, praca, biegowa praca, marketing, tutaj jest bałagan- potrzebuję planu, dobrego, przemyślanego, na termin dłuższy niż miesiąc i konsekwencji w jego realizacji. Co się stało z moją dyscypliną? Chyba za dużo na raz dostałem dobrych rzeczy, fajnych propozycji, poszerzenia możliwości. Albo tylko ja te możliwości widzę i staram się łapać wszystkie sroki za ogon? Słabe piórka w tym ogonie, bo sporo odleciało. Skoro odleciały to złapałem je w niewłaściwym czasie, muszę nauczyć się realnej oceny sytuacji, na co jestem gotowy, na co jeszcze za wcześnie?

8. Wierzyć bardziej. Trenowałem bardzo dobrze w ubiegłym roku i plan realizowany według własnych wytycznych, własnych zasad, spisywał się bardzo dobrze, a mimo to zamiast dalej podążać sprawdzoną ścieżką zacząłem kombinować za dużo, szukać drogi na skróty. Wierzę, że moje metody się sprawdzają i będę je konsekwentnie realizował, do czasu kiedy postępu zabraknie- wtedy będę szukał nowych rozwiązań. Ubiegły sezon mocno się broni- forma życia i wysyp życiówek, jak można było zwątpić w to szkolenie?

 

 

Jak widzicie startu w Gdańsk Maraton nie rozpatruję pod kątem jednego elementu. Wiele czynników wpływa na realizację naszych planów, nie tylko moich. Każdy plan składa się z wielu elementów i wiele rzeczy można wykonać nieoptymalnie. Czy druga lista to rzeczy zrobione źle? Nie to rzeczy które można było zrobić lepiej, a także gorzej. Delikatna poprawa jakiegokolwiek elementu może przynieść sukces w przyszłości, a już na pewno to jak działałem w ostatnich miesiącach przyniesie mi korzyści długoterminowe. Akurat 15 kwietnia się to nie sprawdziło, ale w przyszłości? Jestem pewien, że wpłynie to na wiele rzeczy pozytywnie.

 

Jest jeszcze jedna bardzo ważna rzecz, o której nie trochę zapomniałem- pokora. To nauczka jaką dał mi ten maraton.

 

Sprawdźcie czy w tej chwili nie zaniedbujecie, któregoś z obszarów o których powiedziałem. Człowiek uczy się na błędach, ale lepiej uczyć się na cudzych błędach, a sobie ich oszczędzić i poprawiać działania innych, które adoptujesz u siebie.

fot. Krzysztof Karpiński

Dodaj komentarz